czwartek, 15 grudnia 2011

Mioklonie

Ponoć biorą się z tego, że mózg sądzi, że ciało obumiera. Te nagłe skurcze to taki sygnał alarmowy w stylu "rusz dupę, bo umrzesz".

Edit: Mach mach łapką nowym osobom z soupa, kwejka i tym podobnych :) 

piątek, 2 grudnia 2011

Pandobzdurki + przedświąteczna przypominajka

Na początek chciałabym przypomnieć, że zbliża się okres świąteczny, i co roku kończy się tak samo - muszę odmawiać ostatniominutowym zamówieniom, bo zwyczajnie nie wyrabiam się, żeby je robić. Więc jeżeli chcecie sprawić swoim bliskim jakiś prezent ode mnie - figurkę, kolczyki, rysunek, kubek z nadrukowanym rysunkiem, cokolwiek - proszę, zaplanujcie to wcześniej. Przed samymi świętami naprawdę mam masę pracy, więc jeżeli chcecie mieć pewność, że zdążę z waszym zamówieniem - teraz jest dobry czas, żeby się za to zabrać :)

Dzisiejszy post z pierdołkowatymi obrazkami dla ukochanego, który nie wiedzieć czemu bardzo je lubi. Tak wyszło, że ja lubię jego, więc bazgram posłusznie.






Tak, dużo śpimy ;)

sobota, 19 listopada 2011

Szalony Kapelusznik - porzeczkowa wymianka.

Dziś pokażę wam figurkę Szalonego Kapelusznika z Burtonowskiego pomysłu na Alicję w Krainie Czarów.

Figurki zażyczyła sobie Karaluszek, wahając się między Deppem w szalonym wydaniu Alicjowym, lub Deppem w szalonym wydaniu pirackim, ale w końcu padło na kapelusznika :)



Ale, co ważniejsze, figurka ta nie powstała na zwyczajne zamówienie, tylko na wymiankę. Karaluszek zrobiła dla mnie przepiękne kolczyki-porzeczki, w których zakochałam się widząc to zdjęcie:


I tak, po stanowczo zbyt długim czasie (oczywiście z mojej winy, bo wciąż albo nie miałam czasu, albo kompletnie i na śmierć o tym zapominałam, za co bardzo przepraszam...) doszło do wymiany. Kapelusznik jest w nowym domu, a błyszcząco-grzechoczące porzeczki zadomowiły się w moich uszach.


Koniecznie odwiedźcie Karaluszkowego bloga z którego te cuda pochodzą: http://maly-karaluszek.blogspot.com/ (zdjęcia kolczyków są jej autorstwa).

I gdyby ktoś miał ochotę, to jestem otwarta na wymianki - jeżeli robisz jakieś cuda, z naciskiem na kolczyki, bransoletki i rzeczy dziergane, to zaproponuj mi coś - może akurat coś mi wpadnie w oko :) Uprzedzam tylko, że czasem jestem leniem obrzydliwym, i zanim wymiana dojdzie do skutku wiele wody w kranach upływa...

wtorek, 11 października 2011

Life tastes better with you




Króliczki dla Ani. Mam nadzieję, że będą często-gęsto wywoływały uśmiech na jej twarzy.

Pewnie nikomu poza mną nie robi to różnicy, ale nie są to moje standardowe króliczki, jak widać po kolorach. Wynika to z tego, że chociaż mogę przyjąć zamówienie na króliczkowy rysunek, to na pewno nie będą to moje króliczki - Żółty i Szary.  Te zachowuję dla siebie i swoich pomysłów :)

sobota, 17 września 2011

Will you be my co-pilot?





Zamówieniowy rysunek ślubny dla Kasi i Tomka, fanów lotnictwa ;) niech im się wiedzie, budzą moją sympatię jak patrzę na ich zdjęcia :D


I starszy rysunek Agi oraz Carlosa, w której to on lubi jak ona kręci muffinki, ona natomiast zwodniczo kręci kremy. Do twarzy. Ale muffinki oczywiście czasami (rozsądnie często, na tyle często żeby później marudzić, że dupa rośnie) też, więc konsternacja C. staje się boleśnie zrozumiała.

Są również moją ekipą pomocników przeprowadzkowych, za co wdzięczna im jestem dozgonnie oraz obiadowo-sernikowo (z bakaliami).

piątek, 19 sierpnia 2011

Howdy, mister!


Granie w erpegi pobudza wyobraźnię, to w nich chyba lubię najbardziej.

Machu machu łapką ludziom, którzy tu trafili przez kwejka ;)

czwartek, 11 sierpnia 2011

Dumbledore - figurka.

Prezent zamówiony na urodziny znajomej. Wszystkiego najlepszego, Kaja! ;)

(może wyglądać trochę dziwnie, ale robiłam na podstawie inspiracji konkretnym obrazkiem który dostałam. Nie jestem jakąś potężną fanką HP, więc pewnie sporo tu nieścisłości...)



To już 3 figurka ze świata Pottera którą zrobiłam, hm. Na konwent stworzyłam tytułowego bohatera i Snape'a, którego niestety nie udało mi się obzdjęciować, tak szybko zniknął ;)

A, i jeszcze bazgroł dla Kawa, który ostatnio WSZĘDZIE MONTUJE TERMOMETRY. Więcej tu -> http://kaworu.k2t.eu/arch/142

Btw, zainstalujcie sobie wtw. ;)




wtorek, 9 sierpnia 2011

You can't spell "happy" without "pizza"

Don't get me wrong - mam za sobą swoją działkę demonów obsesji na punkcie wyglądu i wagi. Wciąż jest do dla mnie delikatna kwestia, ale udało mi się opanować stuff na tyle, że zjem bez wyrzutów sumienia trzy pączki i poproszę o lizaka. Całkiem się lubię i zaprzyjaźniłam z nadprogramowymi centymetrami tu i tam. Jestem zdania, że spalę kalorie z tego wielkiego, smażonego placka z serem czystą radością z jego pochłonięcia, kropka.


Jak bardzo ironiczne jest to, że w otwarciu oczu pomogła mi kiedyś firma robiąca kosmetyki (z założenia - upiększające)?

Wy też nie dajcie się zwariować.





wtorek, 2 sierpnia 2011

Why won't the rain just stop.



It's August for god's sake.

Słowo na dziś: satiacja.


Ponoć wynika to z tego, że w pewnym momencie mózg zaczyna przetwarzać wypowiadane (i słyszane) słowo jako bezsensowny przekaz audio.

Satiacja semantyczna - zbitek słów tak rzadki, że występował w google tylko raz. Ha, teraz już dwa.

Zachwyć rodzinę, zachwyć znajomych, podaj dalej~

sobota, 23 lipca 2011

Crazy little thing called...a wedding.

Zlecenie - prezent od przyjaciela dla Państwa Młodych. Ona jest inżynierem, On - programistą. Niech im się szczęści ;)

poniedziałek, 18 lipca 2011

Przerwa.

Chociaż fajnie mi się robi ten 30 day challenge, to zlecenia mnie gryzą po piętach. Parę dni przerwy, żebym mogła wszystko nadrobić, i powrócę.

A teraz siadam do bajki...

niedziela, 17 lipca 2011

30 day challenge - day 6.

Dziś coś fajnego. Ulubiona książka. O ile z filmami, muzyką i innymi ulubieńcami mam problem, tak książka od kilku lat pozostaje niezmienna. "Upiorna dłoń" - Jonathan Carroll. Twórczość tego Pana to coś bardzo, bardzo dziwnego. Jego książki to coś na pograniczu horroru, thrilleru i fantastyki. Ale elementy baśniowe są bardzo subtelne. Książki te bardzo często dają mi do myślenia, często zatrzymuję się i odkładam ją, żeby chwilę pomyśleć nad jakimś zdaniem, urywkiem. Mój faworyt to nie powieść, tylko zbiór opowiadań. W Upiornej Dłoni poznamy Boga cierpiącego na amnezję, myśl parasola, język pieniędzy i wiele innych barwnych postaci.

 Moja ukochana, podpisana, wyczytana książka.

Co dość zabawne, są w tej książce takie opowiadania, które znam praktycznie na pamięć. Ale za każdym razem kiedy sięgam po nią to znajduję takie, o których zdążyłam już zupełnie zapomnieć. Czytam je po raz ósmy czy dziesiąty i znajduję tam coś nowego. Marginesy pokryte są ołówkowymi notatkami, moimi i moich przyjaciół, którzy również sięgnęli po tę książkę. Chociaż już jej nie pożyczam, jest dla mnie zbyt cenna, to jeżeli ktoś ma ochotę poczytać - wpadnijcie do mnie na kubek herbaty. Siądziemy sobie na kanapie, poczęstuję Cię książką, ja sięgnę po jakąś inną. W spokojne, deszczowe popołudnie, kiedy i tak nie ma nic innego do roboty. Każdy powinien przeczytać te opowiadania.

Rysowanie samej okładki byłoby trochę bezsensownie.

Moim ulubionym opowiadaniem jest chyba Smutek Szczegółów. Chyba, bo w zależności od tego na jakim zakręcie życiowym obecnie się znajduję - inne do mnie przemawiają bardziej lub mniej.

Narysowałam jednak tytułową postać z opowiadania Pan Fiddlehead. Tak zawsze go sobie wyobrażałam - mniej więcej. Bardzo go polubiłam. Jego przysmakiem są pestki od śliwek. Pojawia się on też w książce "Dziecko na niebie", samo opowiadanie ma trochę zmienioną formę. To zresztą bardzo charakterystyczne dla Carolla - postaci drugoplanowe jednej powieści stają się głównymi bohaterami innej. Sięgając po jego książkę w głowie robi nam się "pstryk - tę osobę już kiedyś poznałam...".



Rysunek dodaję dość późno...czemu? Poszłam do sypialni, sięgnęłam na parapet za głową łóżka, gdzie książka ta zazwyczaj leży, i skończyło się jak zwykle...przeczytałam połowę, zanim udało mi się wrócić do pokoju i siąść do rysowania.

sobota, 16 lipca 2011

30 day challenge - day 5.

Dziś tylko nabazgrany naprędce, dość symboliczny szkic. Jestem bardzo zmęczona. A i sam temat dość dziwny...bo oto w dzień 5 mamy narysować "best friend". W języku angielskim nie bardzo jest rozróżnienie między kolegą/koleżanką/przyjacielem/znajomym. Wszystko jest "friend". No, ale że "best", to doszłam do wniosku, że ma być przyjaciel.

Jestem osobą bardzo nieufną i nie rzucam raczej pochopnie słowem "przyjaciel" na prawo i lewo. Osobą, która przez wiele, wiele lat towarzyszyła mi we wszystkich zmartwieniach, radościach i rozterkach była Ula. Poznałyśmy się jeszcze w podstawówce, gdzie jedną z naszych ulubionych zabaw było bawienie się pluszakami. Ula miała dużego, pluszowego Tygryska z zakręconym ogonem. Ja bawiłam się dużym Simbą przywiezionym z Disneylandu. No a pluszaki, jak to pluszaki, zazwyczaj są dość zniekształcone i wyglądają dziwacznie w porównaniu z płaskimi bohaterami kreskówek 2D ;) Dlatego Tygrysek Uli dość derp, tak, jak go pamiętam.

Teraz, niestety, drogi nam się rozeszły - inne miasta, inne studia, inne życie. Mocno żałuję, ale chyba taka kolej rzeczy.


Prawdopodobnie wrócę jeszcze do tego tematu.

piątek, 15 lipca 2011

30 day challenge - day 4.

Jestem z siebie trochę dumna, że mimo lenia wykrzesałam z siebie jakiś obrazek.

Tatatam, dzień 4, ulubione miejsce. Poważnie rozważałam odpowiedź "łóżko", ale łóżko to nie miejsce, to stan umysłu. Musiałabym się narysować śpiącą w przynajmniej pięciu miejscach.

No to moje ulubione miejsce w Krakowie - Akwarium. Mieszczące się na ul. Świętego Sebastiana Akwarium (a w zasadzie Aquarium, jako rzecze ich strona) to muzeum oceana-oceanograficzne (?) gdzie obejrzeć można całą masę fajnych stworzonek w ich udajemy-że-prawie-naturalnych środowiskach. Ryby słodkowodne (w tym piranie, arowany, to dziwne coś co na naszym talerzu nazywa się tilapią pangą, różne gatunki pyszczaków, pielęgnic), słonowodne (skrzydlica, "Nemo" czyli błazenki i jego filmową przyjaciółkę, konika morskiego i masę innych), żółwie różnego rodzaju, kraby pustelniki, kraba nie-pustelnika,  a na drugim piętrze - węże jadowite, niejadowite, dusiciele, warany, iguanę, również parkę małpek, żabki, żaby. I tak dalej, i tak dalej.

Tak, lubiłam ich bardziej jak mieli skrzypłocze. I rekiny bambusowe. I jesiotra. I wielkiego, wielkiego żółwia. I rozgwiazdę.

Ale nie można mieć wszystkiego, a fantastycznych zwierząt jest tam tyle, że i tak jestem szczęśliwa. Jeżeli jeszcze nie byliście - polecam.

Gratulacje, jeżeli komuś udało się przebrnąć przez ten walloftext ;) W objęciach mych murena, sum czerwonoogonowy (dwójka moich faworytów), krab nie-pustelnik-nie-pamiętam-jak-się-nazywa kieszeniec i randomowy wąż. Ze względu na towarzystwo które zazwyczaj mam w Akwarium więcej czasu spędzam na tym "rybnym" piętrze ;)

Klik na obrazku, żeby powiększyć, duh.

środa, 13 lipca 2011

30 day challenge - day 3.

Ulubione jedzenie. Makaron! Z różnymi sosami, dodatkami, na gorąco, na zimno, na słodko, na słono, na ostro, z mięsem, z warzywami, carbonara, marinara, tralalala. Spaghetti, tagliatelle, penne, wsio jedno. Omnomnom.


wtorek, 12 lipca 2011

30 day challenge - day 2

Dzień 2 - ulubione zwierzę. Manty rysuję dość często, więc dziś - trochę stylizowana, żebym się nie znudziła.


Maaaaaanty <3

30 day challenge, i znów można marudzić!




To jest jedna z tych rzeczy które sobie obiecywałam na "po sesji", no i magiczny czas, potrzebuję się czasami oderwać od zleceń. 30-day challenge, czyli po jednym rysunku na dzień. Sporo tu rzeczy, których rysować nie znoszę, no ale o to w challengach chodzi, chyba. A, i pewnie "jedno na dzień" as in "codziennie" raczej nie wyjdzie, wypadki losowe i takie tam. No ale mam plan przebrnąć przez wszystko.


Dzień pierwszy - dość nudny, Yourself.  

sobota, 9 lipca 2011

Wreck This Journal! (i broszka)






Zrozumie mnie każdy, komu perwersyjną przyjemność sprawia ostrzenie nowych ołówków, zapach otwieranych po raz pierwszy zeszytów i szkicowników, biel czystych, kartek, mających TAKI potencjał.

Każdy, kto milion razy zaczynał pamiętnik (prawdziwy, komputerowy, blogowy) żeby po kilku zapisanych stronach (jak dobrze pójdzie) rzucić go w kąt.

To nie jest książka dla perfekcjonistów. Dla tych, którzy robią tylko idealne rysunki w szkicownikach, każdy wpis zaczynają od eleganckiego wcięcia i ozdobnika, którzy dla każdej literki i szkicu mają idealne miejsce. To journal dla tych o słomianym zapale, zniechęcających się nieudanym rysunkiem, zmiętą kartką, nadszarpniętą okładką.



Dotarł do mnie wyczekiwany Wreck This Journal - książkoszkicownik, z którym będę musiała przejść wiele ciężkich chwil, bo zmusza on do tego, czego zazwyczaj unika się jak ognia. Instrukcje krzyczą bezlitośnie - "Wyrwij tę kartkę. Zgub ją. Pogódź się ze stratą." "Pozwól innym osobom zniszczyć coś w tym szkicowniku, nie patrz kiedy to robią, nie ingeruj". Serce mi krwawiło, kiedy łamałam grzbiet. Ale i tak najprzyjemniejsze będzie przełamywanie oporów, o których nawet nie wiedziałam, że je mam.



Swoją drogą, dziękuję dziewczynom, które wczoraj na spotkaniu zabazgrały mi kartki do tego przeznaczone (i te, które wcale do tego przeznaczone nie były, bo to kolejna koszmarna rzecz z którą udało mi się pogodzić, i nawet się z tego cieszę ;)).

Dokumentować będę podróż z tą książką, będzie fajnie. Dobrze wydane pieniądze. Poczytajcie więcej na stronie autorki.

...i zlecona broszka, mniej ekscytująca.

wtorek, 28 czerwca 2011

Krowobrelok




Powoluuutku zaczynam odgrzebywać się z zamówień. Dziś - krowi brelok ;)

PS Kot mówi, że szlaban na wyjazdy gdziekolwiek.

PS2 Keii, pierwsze wesele ever na którym się dobrze bawiłam, kthx~

czwartek, 23 czerwca 2011

Żelkolove

Kto kocha żelki? Ja kocham żelki! A najbardziej te twarde, do żucia, po których tak rozkosznie bolą nadwrażliwe zęby. Haribo są, oczywiście, moim faworytem (i jeszcze lubię te takie wielkie, 30cm, obsypane kwaśnym). Chciałam sobie zrobić kolczyki z fimo w kształcie żelek, ale...no tak, ale po co? Po kilku próbach (i kilku błędach) udało mi się znaleźć właściwą metodę osadzania sztyftów i takiego lakierowania, żeby żelki zachowywały swoją elastyczność (lakier nie pęka), a jednocześnie nie kleiły się i nie rozpuszczały. Oficjalnie ogłaszam, że jestem zachwycona.

Cola dynda u mnie, misie czerwone i zielone znalazły już nowe domy ;) reszta czeka i cieszy się, że nikt im za niesubordynację nie poodgryza łebków·



Jeszcze tylko jeden egzamin i wrócę do żywych! Mam tyyyyle przepisów na bloga.

wtorek, 21 czerwca 2011

Smutno mi, smutno. Ale wesoło trochę też.

Przepięknym lądowaniem zakończył się dziś mój popołudniowy występ w kategorii "najlepszy upadek na rozlanej wodzie w kuchni". Są ofiary - pękł mój ukochany kubek, pękło mi serce. Kubku, you will be missed. Herbata już nigdy nie będzie smakować tak samo. Zielony nigdy Cię nie zastąpi. Gdyby ktoś miał czerwony, karbowany w kratkę kubek z Home&You - uwierzcie mi, już go nie chcecie. Ja go potrzebuję dużo bardziej. To ten z rysunku, o tu:


Potłukłam też dwa inne kubki i miski, i moje plecy mnie teraz nienawidzą, tak samo kość udowa i biodro, ale kubka mi żal i tak najbardziej. Smut.

No dobra, to z radośniejszych wieści. Miło mi oznajmić, że od dziś moje kolczyki można kupić w krakowskiej galerii Freak Art na ulicy Floriańskiej 24. Sklep jest ukryty w bramie, ma dużo fajnych, małych rzeczy, i ogólnie jest radośnie. Będę o tym mówić jeszcze raz jak sobie machną stronę internetową. Z tej okazji - trochę mało nowatorskich, ale zazwyczaj lubianych kolczyków. Ciastko i marchewki są też w wersji zawieszek, do komórki na przykład.





(I jeszcze zdałam taki paskudny, paskudny egzamin, jeszcze tylko dwa i wracam do żywych!)

niedziela, 12 czerwca 2011

Króliczki

Króliczki powstały kiedyś przypadkowo. Od czasu do czasu, jak mnie po nocy natchnie, pojawia się kolejny rysunek. Dotychczas pojawiły się trzy, kolejno:



piątek, 3 czerwca 2011

So gangsta yo


Po całym dniu ganianki pozwoliłam sobie na dokończenie rysunku, który zaczęłam chyba ze cztery dni temu.  Niestety to koniec bazgrania dla przyjemności na jakieeeś...20-25 dni. Sesjapracasesja! Praca cieszy. Sesja mniej. 

wtorek, 31 maja 2011

Zawieszki i kolczyki - bezwłaścicielowe.

Czyli rzeczy pokonwentowe, nieodebrane, albo po prostu takie, które kiedyśtam sobie hobbystycznie zrobiłam i leżą. Czasem coś się komuś podoba i sprzedam, czasem dorzucam jako gratis do większych zamówień ;)


Żółty Ptak z gry Angry Birds.


 Kolczyki-kukurydzki, mam dwie pary.


 Kolczyki-pierogi. Moi faworyci ;) dość duże.


 Pignite, fire-starter z najnowszej gry Poke, Black and White.


 Różne żywnościowe zawieszki ;)


Jajka sadzone~


 Scrafty, kolejny pok z najnowszej generacji.


 Kolczyki-serki.


Kolczyki-czekoladki


Biało-niebieska wersja moich ulubionych kotków, zazwyczaj w wersji czarnej ;)


Kolczyki-koniczynki. Miała być wymiana, ale druga strona się nie wywiązała...

 
Dziwadła. Miseczka z ramenem i kaktus - oba na kolczykach-sztyftach. Konwentowe zamówienie, po które zamawiające się nie zgłosiły... 


Ząbki. Świecą w ciemności ;) noszę identyczne.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...