niedziela, 17 lipca 2011

30 day challenge - day 6.

Dziś coś fajnego. Ulubiona książka. O ile z filmami, muzyką i innymi ulubieńcami mam problem, tak książka od kilku lat pozostaje niezmienna. "Upiorna dłoń" - Jonathan Carroll. Twórczość tego Pana to coś bardzo, bardzo dziwnego. Jego książki to coś na pograniczu horroru, thrilleru i fantastyki. Ale elementy baśniowe są bardzo subtelne. Książki te bardzo często dają mi do myślenia, często zatrzymuję się i odkładam ją, żeby chwilę pomyśleć nad jakimś zdaniem, urywkiem. Mój faworyt to nie powieść, tylko zbiór opowiadań. W Upiornej Dłoni poznamy Boga cierpiącego na amnezję, myśl parasola, język pieniędzy i wiele innych barwnych postaci.

 Moja ukochana, podpisana, wyczytana książka.

Co dość zabawne, są w tej książce takie opowiadania, które znam praktycznie na pamięć. Ale za każdym razem kiedy sięgam po nią to znajduję takie, o których zdążyłam już zupełnie zapomnieć. Czytam je po raz ósmy czy dziesiąty i znajduję tam coś nowego. Marginesy pokryte są ołówkowymi notatkami, moimi i moich przyjaciół, którzy również sięgnęli po tę książkę. Chociaż już jej nie pożyczam, jest dla mnie zbyt cenna, to jeżeli ktoś ma ochotę poczytać - wpadnijcie do mnie na kubek herbaty. Siądziemy sobie na kanapie, poczęstuję Cię książką, ja sięgnę po jakąś inną. W spokojne, deszczowe popołudnie, kiedy i tak nie ma nic innego do roboty. Każdy powinien przeczytać te opowiadania.

Rysowanie samej okładki byłoby trochę bezsensownie.

Moim ulubionym opowiadaniem jest chyba Smutek Szczegółów. Chyba, bo w zależności od tego na jakim zakręcie życiowym obecnie się znajduję - inne do mnie przemawiają bardziej lub mniej.

Narysowałam jednak tytułową postać z opowiadania Pan Fiddlehead. Tak zawsze go sobie wyobrażałam - mniej więcej. Bardzo go polubiłam. Jego przysmakiem są pestki od śliwek. Pojawia się on też w książce "Dziecko na niebie", samo opowiadanie ma trochę zmienioną formę. To zresztą bardzo charakterystyczne dla Carolla - postaci drugoplanowe jednej powieści stają się głównymi bohaterami innej. Sięgając po jego książkę w głowie robi nam się "pstryk - tę osobę już kiedyś poznałam...".



Rysunek dodaję dość późno...czemu? Poszłam do sypialni, sięgnęłam na parapet za głową łóżka, gdzie książka ta zazwyczaj leży, i skończyło się jak zwykle...przeczytałam połowę, zanim udało mi się wrócić do pokoju i siąść do rysowania.

2 komentarze:

  1. Czy to nie ten sam od księżycowych kości? Nie zapomnę tego chłopca o imieniu Pepsi! Książka krótka, ale niezwykła i zapadająca w pamięć. Swoją drogą cały czas myślałam, że Jonathan to ONA :x

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie ten :) Zdecydowanie nie ona. On. Bardzo sympatyczny mężczyzna o pociągającym głosie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...