sobota, 23 lipca 2011

Crazy little thing called...a wedding.

Zlecenie - prezent od przyjaciela dla Państwa Młodych. Ona jest inżynierem, On - programistą. Niech im się szczęści ;)

poniedziałek, 18 lipca 2011

Przerwa.

Chociaż fajnie mi się robi ten 30 day challenge, to zlecenia mnie gryzą po piętach. Parę dni przerwy, żebym mogła wszystko nadrobić, i powrócę.

A teraz siadam do bajki...

niedziela, 17 lipca 2011

30 day challenge - day 6.

Dziś coś fajnego. Ulubiona książka. O ile z filmami, muzyką i innymi ulubieńcami mam problem, tak książka od kilku lat pozostaje niezmienna. "Upiorna dłoń" - Jonathan Carroll. Twórczość tego Pana to coś bardzo, bardzo dziwnego. Jego książki to coś na pograniczu horroru, thrilleru i fantastyki. Ale elementy baśniowe są bardzo subtelne. Książki te bardzo często dają mi do myślenia, często zatrzymuję się i odkładam ją, żeby chwilę pomyśleć nad jakimś zdaniem, urywkiem. Mój faworyt to nie powieść, tylko zbiór opowiadań. W Upiornej Dłoni poznamy Boga cierpiącego na amnezję, myśl parasola, język pieniędzy i wiele innych barwnych postaci.

 Moja ukochana, podpisana, wyczytana książka.

Co dość zabawne, są w tej książce takie opowiadania, które znam praktycznie na pamięć. Ale za każdym razem kiedy sięgam po nią to znajduję takie, o których zdążyłam już zupełnie zapomnieć. Czytam je po raz ósmy czy dziesiąty i znajduję tam coś nowego. Marginesy pokryte są ołówkowymi notatkami, moimi i moich przyjaciół, którzy również sięgnęli po tę książkę. Chociaż już jej nie pożyczam, jest dla mnie zbyt cenna, to jeżeli ktoś ma ochotę poczytać - wpadnijcie do mnie na kubek herbaty. Siądziemy sobie na kanapie, poczęstuję Cię książką, ja sięgnę po jakąś inną. W spokojne, deszczowe popołudnie, kiedy i tak nie ma nic innego do roboty. Każdy powinien przeczytać te opowiadania.

Rysowanie samej okładki byłoby trochę bezsensownie.

Moim ulubionym opowiadaniem jest chyba Smutek Szczegółów. Chyba, bo w zależności od tego na jakim zakręcie życiowym obecnie się znajduję - inne do mnie przemawiają bardziej lub mniej.

Narysowałam jednak tytułową postać z opowiadania Pan Fiddlehead. Tak zawsze go sobie wyobrażałam - mniej więcej. Bardzo go polubiłam. Jego przysmakiem są pestki od śliwek. Pojawia się on też w książce "Dziecko na niebie", samo opowiadanie ma trochę zmienioną formę. To zresztą bardzo charakterystyczne dla Carolla - postaci drugoplanowe jednej powieści stają się głównymi bohaterami innej. Sięgając po jego książkę w głowie robi nam się "pstryk - tę osobę już kiedyś poznałam...".



Rysunek dodaję dość późno...czemu? Poszłam do sypialni, sięgnęłam na parapet za głową łóżka, gdzie książka ta zazwyczaj leży, i skończyło się jak zwykle...przeczytałam połowę, zanim udało mi się wrócić do pokoju i siąść do rysowania.

sobota, 16 lipca 2011

30 day challenge - day 5.

Dziś tylko nabazgrany naprędce, dość symboliczny szkic. Jestem bardzo zmęczona. A i sam temat dość dziwny...bo oto w dzień 5 mamy narysować "best friend". W języku angielskim nie bardzo jest rozróżnienie między kolegą/koleżanką/przyjacielem/znajomym. Wszystko jest "friend". No, ale że "best", to doszłam do wniosku, że ma być przyjaciel.

Jestem osobą bardzo nieufną i nie rzucam raczej pochopnie słowem "przyjaciel" na prawo i lewo. Osobą, która przez wiele, wiele lat towarzyszyła mi we wszystkich zmartwieniach, radościach i rozterkach była Ula. Poznałyśmy się jeszcze w podstawówce, gdzie jedną z naszych ulubionych zabaw było bawienie się pluszakami. Ula miała dużego, pluszowego Tygryska z zakręconym ogonem. Ja bawiłam się dużym Simbą przywiezionym z Disneylandu. No a pluszaki, jak to pluszaki, zazwyczaj są dość zniekształcone i wyglądają dziwacznie w porównaniu z płaskimi bohaterami kreskówek 2D ;) Dlatego Tygrysek Uli dość derp, tak, jak go pamiętam.

Teraz, niestety, drogi nam się rozeszły - inne miasta, inne studia, inne życie. Mocno żałuję, ale chyba taka kolej rzeczy.


Prawdopodobnie wrócę jeszcze do tego tematu.

piątek, 15 lipca 2011

30 day challenge - day 4.

Jestem z siebie trochę dumna, że mimo lenia wykrzesałam z siebie jakiś obrazek.

Tatatam, dzień 4, ulubione miejsce. Poważnie rozważałam odpowiedź "łóżko", ale łóżko to nie miejsce, to stan umysłu. Musiałabym się narysować śpiącą w przynajmniej pięciu miejscach.

No to moje ulubione miejsce w Krakowie - Akwarium. Mieszczące się na ul. Świętego Sebastiana Akwarium (a w zasadzie Aquarium, jako rzecze ich strona) to muzeum oceana-oceanograficzne (?) gdzie obejrzeć można całą masę fajnych stworzonek w ich udajemy-że-prawie-naturalnych środowiskach. Ryby słodkowodne (w tym piranie, arowany, to dziwne coś co na naszym talerzu nazywa się tilapią pangą, różne gatunki pyszczaków, pielęgnic), słonowodne (skrzydlica, "Nemo" czyli błazenki i jego filmową przyjaciółkę, konika morskiego i masę innych), żółwie różnego rodzaju, kraby pustelniki, kraba nie-pustelnika,  a na drugim piętrze - węże jadowite, niejadowite, dusiciele, warany, iguanę, również parkę małpek, żabki, żaby. I tak dalej, i tak dalej.

Tak, lubiłam ich bardziej jak mieli skrzypłocze. I rekiny bambusowe. I jesiotra. I wielkiego, wielkiego żółwia. I rozgwiazdę.

Ale nie można mieć wszystkiego, a fantastycznych zwierząt jest tam tyle, że i tak jestem szczęśliwa. Jeżeli jeszcze nie byliście - polecam.

Gratulacje, jeżeli komuś udało się przebrnąć przez ten walloftext ;) W objęciach mych murena, sum czerwonoogonowy (dwójka moich faworytów), krab nie-pustelnik-nie-pamiętam-jak-się-nazywa kieszeniec i randomowy wąż. Ze względu na towarzystwo które zazwyczaj mam w Akwarium więcej czasu spędzam na tym "rybnym" piętrze ;)

Klik na obrazku, żeby powiększyć, duh.

środa, 13 lipca 2011

30 day challenge - day 3.

Ulubione jedzenie. Makaron! Z różnymi sosami, dodatkami, na gorąco, na zimno, na słodko, na słono, na ostro, z mięsem, z warzywami, carbonara, marinara, tralalala. Spaghetti, tagliatelle, penne, wsio jedno. Omnomnom.


wtorek, 12 lipca 2011

30 day challenge - day 2

Dzień 2 - ulubione zwierzę. Manty rysuję dość często, więc dziś - trochę stylizowana, żebym się nie znudziła.


Maaaaaanty <3

30 day challenge, i znów można marudzić!




To jest jedna z tych rzeczy które sobie obiecywałam na "po sesji", no i magiczny czas, potrzebuję się czasami oderwać od zleceń. 30-day challenge, czyli po jednym rysunku na dzień. Sporo tu rzeczy, których rysować nie znoszę, no ale o to w challengach chodzi, chyba. A, i pewnie "jedno na dzień" as in "codziennie" raczej nie wyjdzie, wypadki losowe i takie tam. No ale mam plan przebrnąć przez wszystko.


Dzień pierwszy - dość nudny, Yourself.  

sobota, 9 lipca 2011

Wreck This Journal! (i broszka)






Zrozumie mnie każdy, komu perwersyjną przyjemność sprawia ostrzenie nowych ołówków, zapach otwieranych po raz pierwszy zeszytów i szkicowników, biel czystych, kartek, mających TAKI potencjał.

Każdy, kto milion razy zaczynał pamiętnik (prawdziwy, komputerowy, blogowy) żeby po kilku zapisanych stronach (jak dobrze pójdzie) rzucić go w kąt.

To nie jest książka dla perfekcjonistów. Dla tych, którzy robią tylko idealne rysunki w szkicownikach, każdy wpis zaczynają od eleganckiego wcięcia i ozdobnika, którzy dla każdej literki i szkicu mają idealne miejsce. To journal dla tych o słomianym zapale, zniechęcających się nieudanym rysunkiem, zmiętą kartką, nadszarpniętą okładką.



Dotarł do mnie wyczekiwany Wreck This Journal - książkoszkicownik, z którym będę musiała przejść wiele ciężkich chwil, bo zmusza on do tego, czego zazwyczaj unika się jak ognia. Instrukcje krzyczą bezlitośnie - "Wyrwij tę kartkę. Zgub ją. Pogódź się ze stratą." "Pozwól innym osobom zniszczyć coś w tym szkicowniku, nie patrz kiedy to robią, nie ingeruj". Serce mi krwawiło, kiedy łamałam grzbiet. Ale i tak najprzyjemniejsze będzie przełamywanie oporów, o których nawet nie wiedziałam, że je mam.



Swoją drogą, dziękuję dziewczynom, które wczoraj na spotkaniu zabazgrały mi kartki do tego przeznaczone (i te, które wcale do tego przeznaczone nie były, bo to kolejna koszmarna rzecz z którą udało mi się pogodzić, i nawet się z tego cieszę ;)).

Dokumentować będę podróż z tą książką, będzie fajnie. Dobrze wydane pieniądze. Poczytajcie więcej na stronie autorki.

...i zlecona broszka, mniej ekscytująca.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...