środa, 26 grudnia 2012

30 day challenge - day 10. Ulubiony słodycz.

Ulubiona słodkość. Wszystkie.

Om. Nom. OMNOMNOM.

I dlatego właśnie po raz kolejny moim postanowieniem noworocznym jest schudnięcie. Jakie to trywialne.




poniedziałek, 17 grudnia 2012

Jest zrost!



Ooo, taki piękny zrost. Już po 3 miesiącach od operacji. Chirurg pozwolił zdjąć ortezę, yeah! W końcu będę się wysypiać i ubierać normalnie!

R: A ten drut co mi tak wystaje na łokciu, to może się coś z nim dziać?
Ch: No, może się przebijać.
R: !? Jak to przebijać?
Ch: Tak wystawać będzie.
R: I co ja mam wtedy zrobić niby? (kolejna wizyta dopiero w lutym)
Ch: Jak to co? No palcem go wepchnąć z powrotem.

Aha.

I jeszcze - rysunek większości ekipy z mojej obecnej pracy, wykonany na promo firmy. Kliknąć po większą wersję.


wtorek, 27 listopada 2012

Dobiegam do furtki jak mi się chce.

Mam ochotę walnąć posta przed snem. Walnęłam.


To mijam idąc do pracy codziennie.


UEK nauczył mnie, że rozróżniamy ludzi i studentów.


Ostatnio często poprawiam sobie humor kupując pierdoły, co może nie jest najlepsze dla mojego portfela, ale za to później mam fajne pierdoły. Niczego nie żałuję.

To są moje solniczkopieprzniczki:






A to jest przewypasiony kompas, który Tytko mi przywiózł z Falconu. Yeahhh, Tytko, jesteś fajny, prawie tak fajny jak kompas! Będzie ekstra na larpy i do szpanowania.




Lubię prezenciki.

Co sobie ostatnio kupiliście, tylko dlatego, że było ładne?

sobota, 24 listopada 2012

30 day challenge - day 9. Ulubiony serial.

Doctor Whooooooo-eeee-ooo!

Dziesiątka. Ulubiony Doktor. Najlepszy i jedyny.

Tennant jest dla mnie tym, czym Jessica Alba dla dużej części męskiej populacji. Miękną mi nogi jak myślę o poczochraniu jego włosów i drżą dłonie jak widzę jego uśmiech. Och-ach.



Aww yiss.


sobota, 3 listopada 2012

30 day challenge, dzień 8 - ulubiona postać animowana.

 Sporo ich mam, ale trzeba było wybrać jedną, no to poleciała moja ulubiona Disneyowska księżniczka - Pocahontas. To bieganie po lesie, zwierzęta, kontakt z naturą! Uwielbiałam ją, jak byłam mała, yeah. Niedawno obejrzałam znów Pocahontas, i wciąż mi się podoba, nawet, jeżeli nie ma happy endu. Zwłaszcza, że nie ma happy endu.
 


Jacy są wasi faworyci z Disneya? Bo nie wierzę, że tylko ja się na tych bajkach wychowałam...

niedziela, 21 października 2012

Eigengrau


Wychodzi na to, że nawet jak jest zupełnie, kompletnie ciemno, to wciąż może być ciemniej (na skali "czarności"). 

Dawno nie było Słowa, a to mnie zachwyciło.

Eigengrau występuje, bo nawet bez żadnego światła w nerwach ocznych powstają potencjały czynnościowe i generują wrażenie szarego koloru.

Więcej: http://en.wikipedia.org/wiki/Eigengrau


sobota, 13 października 2012

One girl two cats


Co jest lepsze od jednego kota? Dwa koty!

Dwa miesiące namawiania Połówka na sprawienie sobie kota zaowocowały Marą, którą wynalazłam na gumtree. Zawsze chciałam mieć komplet - czarnego i białego kota. Swego czasu śmiałam się, że wyjdę za faceta, który zamiast pierdzionka zaręczynowego sprezentuje mi białą kicię. Ale książę na białym koniu nie nadjeżdżał, więc jak zwykle wzięłam sprawy we własne ręce.

Prepare to be killed with cuteness.











Pytanie brzmi - czego ten kot nie zje? Bo zje: kukurydzę, żarcie dla ryb (wylizała stół z rozsypanych płatków i ukradła tabletki algowe dla glonojadów i krewetek), suchy makaron, ciasto czekoladowe, frytki i w sumie wszystko co znajdzie na podłodze, łącznie ze śmieciami. Za jedzenie prawdopodobnie zamordowałaby cokolwiek.

Sukces na dziś: związałam sobie kucyk. A ostatnio nawet udało mi się założyć stanik.


Wniosek na dziś: lubię być sama. Towarzystwo ludzi jest miłe, i pewnie, lubię spędzać czas z Połówkiem, ale czasem cieszę się, mając całą sobotę dla siebie. Całodzienne lenistwo skutkuje tym, że nawet mam ochotę posprzątać z własnej woli. No i mogę sobie do woli myśleć, snuć się i obijać, co czasem kończy się jakimś rysunkiem. Nie muszę odpowiadać na pytania, ani w ogóle rozmawiać...mogę pół godziny gapić się na akwarium bez żadnych przeszkadzajek. Czasem to zdecydowanie odświeżające i potrzebne.

piątek, 12 października 2012

T(e)ardis


Jak poznać, że mężczyzna Twojego życia jest mężczyzną Twojego życia? Na urodziny dostajesz kubek-TARDIS. A on nawet nie lubi Dr Who. 

 

DUN DUN DUN DUN DUN DOOO WEEEE OOOOO! 


(obiecuję, że niebawem będzie coś rozsądniejszego - nowe 'słowo którego nie znasz' się szykuje)

czwartek, 4 października 2012

Szop pracz z twórczością



Czyli twórczości naściennej ciąg dalszy. Coś mam ostatnio szczęście.


 Dobrze wiedzieć.


Czyli co się zastaje na laptopie po weekendzie. I szukaj sobie notatek, które miałaś elegancko ułożone w nieładzie artystycznym na biurku (ale doskonale wiedziałam gdzie!), a z których trzeba złożyć prezentację na wczoraj. Zaprawdę powiadam wam, group head z OCD to zło. Niestety, nie udało mi się cyknać zdjęcia komiksowi, który narysowałam w rewanżu...następnym razem.


wtorek, 25 września 2012

Szlaczek i twórczość naścienna


Ściągnęli mi szwy! Znów odwaliłam wiochę ze słabnięciem, jak to ja. Jeszcze z 1/3 + ślad po drenie (który coś nie chce się goić...) kryją się pod ortezą.

Dla poprawy nastroju - rozczulająca krakowska twórczość.

 Rozdzierający serce apel.
Wyznanie tragiczne w swojej prostocie.

wtorek, 18 września 2012

A po ilu śrubkach ty się uśmiechniesz?





Rynn: "To ile w końcu ja mam tych śrub?"
Chirurg: "Łojezu, wie Pani, ja tylko do trzech umiem liczyć. Jakieś dwadzieścia."

Plus dwie płytki i trochę drutów. 


 Ale trzeba przyznać, że poskładali mnie solidnie - jestem im za to bardzo wdzięczna. Co nie zmienia faktu, że jak w poniedziałek spełniono obietnicę, że wychodzę, to myślałam, że zwariuję ze  szczęścia ;)

Nigdy nie sądziłam, że aż tak przyjemnie może być spanie we własnym łóżku...dwie moje ostatnie noce w szpitalu umilała nam pewna starsza pani, stuprocentowo przekonana, że wszyscy chcą ją otruć. Biały dym ponoć osiadał na lampach i w ogóle wszędzie, lekarze podawali jej same trucizny, pielęgniarki kradły koce i wynosiły pistolety. Więc trzeba było o tym krzyczeć. A o piątej nad ranem wzywać policję. Przez okno.

Spożywanie posiłków o wyznaczonych osobiście porach też cieszy! Chociaż nie twierdzę, że nie będzie mi brakować podawanej na śniadanko szpitalnej "szynki" i obiadków. To kwadratowe to ponoć mięso. Ktoś ma ochotę zaryzykować zgadywankę jakie? Smak już wyparłam...



Cisza, spokój, kocyk, koty i oglądanie Dr Who. Koty lubią Dr Who.

Z jedną ręką człowiek odkrywa, jak trudnych jest wiele rzeczy. Dziś to:

- Wysmarkiwanie się.
- Składanie koca.
- Pisanie z polskimi znakami.
- Przeniesienie laptopa/
- Obranie owoców. I ich krojenie.
- Posmarowanie sobie kanapki.
- Wyciśnięcie odpowiedniej ilości szamponu.

Irytacja na dziś: odruchy.

Często coś mi upada, manipulowanie jedna ręką serio ssie. Problem w tym, że jak coś upada, to ma się ochotę to złapać. Dowolną ręką. Au!

Drobna przyjemność na dziś: spanie na brzuchu. 

Spróbujcie w szynie i szpitalnym łóżku. Powodzenia.



Kekeke. Dzięki za rybkę, Glow.

 

sobota, 15 września 2012

Test, test, blogeroid i szpital.

Aloha! Wpis troche inny od tradycyjnych, z tej malo radosnej przyczyny, ze pewne malo wdzieczne bydle ktore uniknelo przerobienia na kielbasy i w zamian za to zostalo przygarniete do stajni zrzucilo mnie, co zaowocowalo zlamana reka.

Na poczatku wygladalo malo groznie, ale po kilku przeswietleniach okazalo sie, ze jest to paskudne zlamanie kosci przedramienia, plus w bonusie zgruchotany w 6 miejscach staw lokciowy, ktory okazal sie najwiekszym problelem.

Polamalam sie w sobote, a zoperowali mnie w srode, co juz jest absurdalne. Nie bede nawet probowala opisywac drogi od momentu upadku z konia do szpitala docelowego, bo zaliczylam chyba wiecej pit-stopow niz formuly f1 na torze. Oficjalnie nie znosze sluzby zdrowia.

W kazdym razie - zobaczymy jak bedzie z moim blogowaniem. Gotowanie jednoreczne z pomoca Pandy ("no wez mi odkrec ten sloik!") jakostam uskuteczniam, chociaz w zubozalym stopniu. Z rysowaniem i reko(haha)dzielem ciut gorzej, ale na pewno nie dam rady wytrzymac bez tego.

Tymczasem bloga wykorzystywac bede do marudnego pierniczenia glownie na uzytek moich znajomych, zeby nie musiec wszystkiego powtarzac po kilkanascie razy - z jakiegos dziwnego powodu moje szpitalne perypetie sa ostatnio glowna radoscia krewnych i znajomych krolika.

Cholera, jak tu dodac zdjecia? Mam takie radosne...
posted from Bloggeroid



czwartek, 12 lipca 2012

30 day challenge - dzień 7 po roku!

Ha-ha, jestem super w challengach. Roczna przerwa, i już prawie rocznica. Znów wakacje, i znów słomiany zapał, no to próbujemy drugi raz.

Dla przypomnienia o co w tym wszystkim chodzi:http://bzdurynn.blogspot.com/2011/07/30-day-challenge-i-znow-mozna-marudzic.html

Challenge na dzień 7 to ulubiony film. Ponieważ nie mam obecnie żadnego filmu który aż tak mnie powala na kolana, żeby być ulubionym, to przywołałam ulubiony film z dzieciństwa - Króla Lwa. I ulubioną postać - Scara. A żeby nie było zbyt nudno - w ludzkiej postaci. Uczę się rysować mężczyzn, pilnie obserwując bardzo podobający mi się styl świetnej Phobs.


wtorek, 10 lipca 2012

Wymianka z Kitty + ramka na kolczyki, DIY + kolczyki pieski

Uwielbiam wymianki! Kitty zgłosiła się do mnie z propozycją powymieniania się, i jakaż byłam zachwycona gdy okazało się, że ta utalentowana baba potrafi uszyć takie torby, że sklepowe niech się chowają :) ku mojej radości, zgodziła się uszyć mi torby customowe, według mojego pomysłu. I przyszły, i są cudowne, i nie mogę się nimi nacieszyć!

Wybaczcie zdjęcia, postaram się wrzucić lepsze jak będzie okazja. Dostałam dwie torby, jedną dużą, mieszczącą ponad a4, czarno-czerwoną, na zamek:

 Dodatkowo posiadającą w środku multum funkcjonalnych kieszonek!
 I drugą, mniejszą, czarno-białą, zapinaną na metalowe zatrzaski. Również z wygodnymi kieszonkami w środku.


Obie torby trzymają swój kształt, bo w środku mają specjalną, puchatą ocieplinę, dzięki której są strasznie wygodne i nie obijają się o ciało.

Dodatkowo dostałam prześliczną kosmetyczkę w fikuśnym kształcie, sówkę i żółte, szydełkowe kolczyki, które znajdziecie na ramce poniżej.


Wyobraźcie sobie, że ta szalona kobieta sprzedaje swoje torby za bezcen. Dużą torbę można kupić już za 30-kilka złotych, a mniejsze nawet za 15-17! Szyte na zamówienie będą pewnie trochę droższe, ale bardzo was zachęcam do biznesów z tą panią, bo w żadnym sklepie nie znajdziecie toreb tej jakości w takiej cenie. Z ciekawości przeszłam się ostatnio po sklepach z rękodziełem na Kazimierzu, i torby gorszej jakości w podobnym wzornictwie zaczynały się od 70zł (!).

Gotowe torby znajdziecie tutaj:  http://www.unikalni.pl/kolekcja.php?id=1477
A po szyte na miarę zgłoście się mailowo przez jej bloga :) http://koralikikitty.blogspot.com/

Moją częścią wymianki były oczywiście kolczyki - taki zestaw powędrował do Kitty (zwróćcie uwagę na marchewki-sztyfty, to nowość :)) :




Przy okazji zrobiłam też prototyp kolczyków-piesków, które być może znajdą kiedyś swojego właściciela.


A teraz o ramce na przechowywanie kolczyków. Dostałam kiedyś od babci zieloną, zwykłą ramkę na zdjęcia. Jako że zdjęć nie rozstawiam zbytnio po domu, to leżała sobie i czekała na jakiś pomysł. Aż skojarzyłam, że moja obecna łazienka jest zielono-kremowa, i będzie tam ona super pasować. W sklepie z materiałami zagrzebałam się w koszyczku z resztkami materiałów, i za 75 groszy kupiłam pas materiału w kolorze kremowym (drugi kolor w mojej łazience).

Materiał następnie przycięłam do rozmiaru wkładki w środku ramki, zostawiając 3-4cm marginesu z każdej ze stron. Następnie wystarczyło tylko wyjąć wkładkę i szybkę, obciągnąć je kawałkiem materiału i włożyć w ramkę. Pociągnąć z tyłu materiał żeby go wyrównać, i już można było wieszać kolczyki :)



PS. Mówiłam już, że uwielbiam wymianki? Jeżeli robisz coś fajnego, to zaproponuj mi :) wkrótce dodam stronę gdzie opiszę moje preferencje i będę prezentować co już doszło do skutku.


niedziela, 10 czerwca 2012

Śmierć nd stuff.

To jest tak. Na naszym uniwerku postanowili zreaktywować wydawaną niegdyś gazetę nazywającą się Stimulus. Generalnie - popularnonaukowo o różnych tematach w ujęciu psychologicznym. Tak się złożyło, że siedzę w redakcji, piszę trochę bzdur i poprosili mnie o zrobienie kilku ilustracji do nowego numeru. A że przepchnęłam numer o śmierci, zamiast o nowych trendach w psychologii (bleh), to i takie rzeczy musiałam rysować.

Pismo będzie w wersji on-line, gdyby ktoś chciał poczytać o nekrofilii, jedzeniu ciał, marketingowym obliczu śmierci i tak dalej.

http://www.facebook.com/StimulusUJ




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...