wtorek, 25 września 2012

Szlaczek i twórczość naścienna


Ściągnęli mi szwy! Znów odwaliłam wiochę ze słabnięciem, jak to ja. Jeszcze z 1/3 + ślad po drenie (który coś nie chce się goić...) kryją się pod ortezą.

Dla poprawy nastroju - rozczulająca krakowska twórczość.

 Rozdzierający serce apel.
Wyznanie tragiczne w swojej prostocie.

wtorek, 18 września 2012

A po ilu śrubkach ty się uśmiechniesz?





Rynn: "To ile w końcu ja mam tych śrub?"
Chirurg: "Łojezu, wie Pani, ja tylko do trzech umiem liczyć. Jakieś dwadzieścia."

Plus dwie płytki i trochę drutów. 


 Ale trzeba przyznać, że poskładali mnie solidnie - jestem im za to bardzo wdzięczna. Co nie zmienia faktu, że jak w poniedziałek spełniono obietnicę, że wychodzę, to myślałam, że zwariuję ze  szczęścia ;)

Nigdy nie sądziłam, że aż tak przyjemnie może być spanie we własnym łóżku...dwie moje ostatnie noce w szpitalu umilała nam pewna starsza pani, stuprocentowo przekonana, że wszyscy chcą ją otruć. Biały dym ponoć osiadał na lampach i w ogóle wszędzie, lekarze podawali jej same trucizny, pielęgniarki kradły koce i wynosiły pistolety. Więc trzeba było o tym krzyczeć. A o piątej nad ranem wzywać policję. Przez okno.

Spożywanie posiłków o wyznaczonych osobiście porach też cieszy! Chociaż nie twierdzę, że nie będzie mi brakować podawanej na śniadanko szpitalnej "szynki" i obiadków. To kwadratowe to ponoć mięso. Ktoś ma ochotę zaryzykować zgadywankę jakie? Smak już wyparłam...



Cisza, spokój, kocyk, koty i oglądanie Dr Who. Koty lubią Dr Who.

Z jedną ręką człowiek odkrywa, jak trudnych jest wiele rzeczy. Dziś to:

- Wysmarkiwanie się.
- Składanie koca.
- Pisanie z polskimi znakami.
- Przeniesienie laptopa/
- Obranie owoców. I ich krojenie.
- Posmarowanie sobie kanapki.
- Wyciśnięcie odpowiedniej ilości szamponu.

Irytacja na dziś: odruchy.

Często coś mi upada, manipulowanie jedna ręką serio ssie. Problem w tym, że jak coś upada, to ma się ochotę to złapać. Dowolną ręką. Au!

Drobna przyjemność na dziś: spanie na brzuchu. 

Spróbujcie w szynie i szpitalnym łóżku. Powodzenia.



Kekeke. Dzięki za rybkę, Glow.

 

sobota, 15 września 2012

Test, test, blogeroid i szpital.

Aloha! Wpis troche inny od tradycyjnych, z tej malo radosnej przyczyny, ze pewne malo wdzieczne bydle ktore uniknelo przerobienia na kielbasy i w zamian za to zostalo przygarniete do stajni zrzucilo mnie, co zaowocowalo zlamana reka.

Na poczatku wygladalo malo groznie, ale po kilku przeswietleniach okazalo sie, ze jest to paskudne zlamanie kosci przedramienia, plus w bonusie zgruchotany w 6 miejscach staw lokciowy, ktory okazal sie najwiekszym problelem.

Polamalam sie w sobote, a zoperowali mnie w srode, co juz jest absurdalne. Nie bede nawet probowala opisywac drogi od momentu upadku z konia do szpitala docelowego, bo zaliczylam chyba wiecej pit-stopow niz formuly f1 na torze. Oficjalnie nie znosze sluzby zdrowia.

W kazdym razie - zobaczymy jak bedzie z moim blogowaniem. Gotowanie jednoreczne z pomoca Pandy ("no wez mi odkrec ten sloik!") jakostam uskuteczniam, chociaz w zubozalym stopniu. Z rysowaniem i reko(haha)dzielem ciut gorzej, ale na pewno nie dam rady wytrzymac bez tego.

Tymczasem bloga wykorzystywac bede do marudnego pierniczenia glownie na uzytek moich znajomych, zeby nie musiec wszystkiego powtarzac po kilkanascie razy - z jakiegos dziwnego powodu moje szpitalne perypetie sa ostatnio glowna radoscia krewnych i znajomych krolika.

Cholera, jak tu dodac zdjecia? Mam takie radosne...
posted from Bloggeroid



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...