niedziela, 27 października 2013

DIY - jak zrobić schowek z książki.



Zrobiłam ją całe wieki temu bez konkretnego powodu, po prostu chciałam, żeby na moim biurku leżała książka ze skrytką. Zrobiłam zdjęcia w trakcie, więc dziś pokażę, jak zrobić książkę ze schowkiem.

Możecie sobie w niej trzymać gadżety erotyczne albo narkotyki, mnie to tam jedno. Daje radę i wygląda niepodejrzanie, raczej nikt po nią nie sięgnie, zwłaszcza, jeżeli wybierzecie książkę typu Wielka Encyklopedia Traktorów Wschodnich albo Zmierzch.

No ale właśnie, na początek, skąd wziąć książkę? To zależy czy macie jakąś niepotrzebną w domu, czy nie. Jeżeli nie, to polecam dwa źródła - antykwariaty i sklepy typu Tania Książka. Ja akurat poszłam do Matrasa, bo często tam mają kosze typu "książka za 5zł", ale w nich akurat nie było nic ciekawego. Więc podeszłam do pań przy kasie i poprosiłam o największą i najtańszą książkę w twardej okładce jaką posiadają. Jak wyjaśniłam na co mi to i po co, to panie tak się zapaliły do poszukiwań, że prawie zrobiły sobie z tego konkurs. Wygrała ta, która przyniosła mi ładnie wyglądającego Verne'a za niecałe 9zł chyba. Nie była specjalnie duża, ale za to była bardzo gruba (a to dużo ważniejsze). Ta książka ma 4cm (same kartki, bez okładki), i to wystarczająco na całkiem głęboki schowek.

No to zaczynamy od gromadzenia materiałów.


Potrzebujemy: książki, starego pędzla, ołówka, linijki, kleju do papieru (zwykłego, białego), i nożyka - może być taki do tapet, może być taki nożyk precyzyjny. Używałam obu. I kota ćpuna.


Klej rozrabiamy z wodą w proporcji 1:1. To jest kieliszek 50ml, zużyłam może 1/3 ;)


Otwieramy książkę i, uwaga, ważne, zostawiamy DWIE luźne strony. Jedna z nich zostanie i będzie po prostu przykrywką (na tym zdjęciu to ta kartka po lewej, z napisami), a jedna z nich potrzebna nam będzie później (to ta z napisem "część pierwsza").


Kartki "na później" spinamy spinaczem, a pozostałe ściskami palcami i smarujemy krawędzie klejem. Smarujemy dość mocno, klej jest wodnisty więc będzie sobie wsiąkał. Smarujemy wszystkie trzy krawędzie tak, aby były całe mokre.


Pomiędzy nasze kartki na później a te posmarowane klejem wkładamy zgięte karteczki, żeby w procesie przyciskania nie skleiło nam się wsio w jedną całość. Uwaga: ja zgięłam karteczki nieco za mocno i zostawiły lekkie wklęśnięcia w brzegu, sugeruję złożyć je tylko raz na pół. Inna rzecz, że wklęśnięcia z czasem się odgniotły i i tak nie widać.


Jakąś dużą, ciężką knigą przygniatamy naszą książkę i zostawiamy na minimum 24h, żeby klej dobrze wysechł.


I ciężkim kotem.


Gdy książka jest już sklejona za pomocą linijki i ołówka wykreślamy granice nacięć. Zostawiamy po 1-1,5cm z każdej strony, maksymalnie do linii tekstu.


I zaczynamy ciąć.

I tniemy.


Tniemy.


W pewnym momencie, ze względu na pogłębiające się krawędzie, cięcie będzie coraz trudniejsze. Wtedy dobrze jest naciąć kartki pośrodku, na krzyż, a później dopiero ciąć po brzegach, idzie to trochę łatwiej.

PS Ta plama na moim palcu to przypalona skóra. Gdy jeszcze nie miałam czucia w tej części dłoni (zresztą wciąż widać, że ręka jest jeszcze spuchnięta) przypadkowo położyłam ten palec na patelni i zauważyłam dopiero jak poczułam zapach palącego się mięsa. Wciąż nie mam tu linii papilarnych.

W końcu osiągamy upragnioną głębokość. Ja skończyłam na ładnym obrazku. Zajmujemy się kosmetyką - docinamy jeszcze poszarpane krawędzie tak, żeby było ładnie, po czym smarujemy je po raz kolejny klejem, tym razem od środka i cieńszą warstwą.

Następnie smarujemy górną część strony, tę ramkę, już zupełnie dość cienko. Po czym naklejamy na nią naszą ostatnią, zostawioną stronę, żeby zasłonić wszystkie zadraśnięcia, numer kartki i inne brzydactwa.



Ponownie zamykamy książkoschowek, tym razem już bez oddzielających karteczek, i zostawiamy na noc, przygniatając cięższą książką. Następnego dnia wycinamy dziurę w ostatniej stronie, wzdłuż ramki.

Zostawiamy jeszcze na kilka godzin, żeby klej w środku wysechł, i nasz książkoschowek jest gotowy ;)




31 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie wyszło, ale musiałaś się umordować z tym wycinaniem...
    Uściski dla ciężkiego kota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa dni ciachania. Ale powiem Ci, że koi nerwy. Zwłaszcza, jak wyobrazisz tam sobie nielubianą szefową, czy coś :D

      Usuń
  2. Verne?:C Toć to steampunk!;C Chciałbym mieć taką książko-schowek ale nie mam serca masakrować książki…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam i nie rozumiem argumentu "jak można tak niszczyć książkę". Bo wolę, żeby książka została przeczytana, a później zmieniona w coś, czego dalej się będzie używać, niż stała zapomniana, kurząc się, na półce ;)

      Usuń
  3. 'Przygniatamy dużą książką i ciężkim kotem' - uśmiałam się jak nigdy! Uwielbiam Cię :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To w takim razie zacznij rozumieć argument "jak można tak niszczyć książki?!" jako konkretny i niepodważalny. Jak można iść do księgarni, kupić nową książkę (Verne'a?!) i zacząć ją ciąć?
    W środku to nawet nie jest ładne (te poszarpane brzegi). Durny pomysł.

    Bez pozdrowień,
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale są jakieś przesłanki za tym, że miałabym zacząć go rozumieć? Czy "bo tak" to jedyny i niepodważalny argument? ;)

      Gdyby to była książka o zamachu smoleńskim to już byłoby ok, czy tylko książki Verna należą do gatunku świętych i nietykalnych? ;)

      Usuń
    2. [No, Rynn, motyw smoleński... śliska sprawa generalnie.]
      O ile wielbię książki jako przedmioty nerdowskiego kultu i mam z nimi chyba jakiś fetyszystyczny problem, o tyle zgadzam się, że hasło "jak można niszczyć tak książki?I" w sytuacji, gdy daje się im drugie, w tym wypadku pewnie lepsze życie, jest dziecinne i naiwne.
      Książka jako skrytka dalej jest potrzebna, zostaje w domu, ma swoje miejsce, ma po prostu inną funkcję. I tyle, nie ma co bulgotać.
      Fajny pomysł na skrytkę.

      [P.s. Krzyża nie oddamy!]

      Usuń
    3. Brzoza była złamana 10 dni wcześniej!

      Usuń
    4. Ach *_* Śliczne wydanie genialnej książki. Fakt, tego bym never ever nie przerobiła na schowek. Jakąś makulaturę, o której wiem, że nigdy nie będę chciała do niej wrócić, to owszem. Ale Verne'a nie. Nie z tymi ilustracjami - są świetne, o ile zdążyłam zauważyć. Żal mi ich i całej wyciętej historii, jakkolwiek mnie często korci zrobić z czegoś taki schowek... Ale nie mam na regałach jeszcze takiej knigi, którą zgodziłabym się pociachać ;)

      Usuń
    5. Ilustracje są przepiękne, to fakt, i zachowałam je sobie :)

      Usuń
  5. Super!
    Nie przejmuj się komentarzami w stylu "Jak można niszczyć tak książki?" - w końcu tyle ich stoi zapomnianych i nieużywanych na półkach, tylko się kurzą, a taki schowek to bardzo fajna sprawa. ;) Poza tym zapłaciłaś - masz do tego prawo ;))
    Z podrowieniami,
    L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuję, chociaż jest mi trochę przykro, że z niezrozumiałych dla mnie powodów - ktoś mógł poczuć się dotknięty, że ja podjęłam taką decyzję a nie inną.

      Usuń
  6. Profanacja. ^^"
    W sensie, jak tam pisali wyżej - zapłaciłaś, masz do tego prawo, i tak dalej, i temu podobne, i drugie życie, ale mimo wszystko jak na to patrzę to to boli. Taka samo jak patrzenie na książkę, którą ktoś trzyma wywiniętą tak, że stykają się okładki. :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo pomysłowe, to autorski pomysł? Mam kilka książek ze studiów, których nienawidzę wystarczająco, zeby im to zrobić, a poza tym nikt by się nie odważyl ich otworzyć, bo kto ma odwagę sięgnąć po "Anatomię", "Histologię". albo "Biochemię". W tej ostatniej zmieściłby się pistolet i dwa magazynki :P
    czemu nie miałaś czucia w palcu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy tom Bochenka wydaje się być nader pojemnym i bezpiecznym miejscem. :D

      Usuń
    2. tam Bochenek... Krysiak, Kobryń i Kobryńczuk! :D

      Usuń
    3. Zniszczysz biochemię i już nie będziesz mogła powiedzieć: "Nie wiem co dolega pana kotu, ale mogę narysować cykl Krebsa" :P

      Usuń
  8. Cześć, nie, kilka razy w sieci spotkałam się już z podobnymi wynalazkami :)

    Haha, przerobiłabym histologię zapewne :P

    Złamałam poważnie rękę spadając z konia, przy pierwszej operacji uszkodzili mi nerw łokciowy który odpowiada za czucie w części dłoni ;) wciąż, mimo drugiej operacji, do końca go nie naprawili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już zdążyłam doczytać o złamaniu i szpitalnych przygodach, współczuję, co poradzić. Z 2 strony ja przeklinam nerw łokciowy za każdym razem, gdy się walnę w łokieć i trafię w nerw, więc nie ma tego złego ...

      Usuń
    2. Ja niestety też go czuję jak się walnę, i czuję to za każdym razem jak usiłuję się na nim podeprzeć, bo coś spieprzyli, i za każdym razem jak zegnę rękę to nerw wyskakuje z rowka w którym powinien siedzieć ;) ale dzięki za próbę pocieszenia :D

      Usuń
  9. No profanacja :P
    Pomysł przyznam fajny, zawsze można tam upchnąć trochę mamony, mój brat w życiu by w książkach szczęścia nie szukał. Ale Verne... Nie no, profanacja :D Dobry pisarz, a książka wyglądała uroczo. Przeboleję :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Będąc w podbazie zrobiłam sobie takie coś na moje skarby (jakieś pokemony czy inne gówna), poprosiłam rodziców o niechcianą książkę i dostałam dzieło pt. "Święty Graal, święta krew" (Dan Brown się tym inspirował). Gdzieś jeszcze się wala :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny pomysł. :D Nie miałabym nic przeciwko posiadaniu takiego schowka, ale nie wiem, czy miałabym serce to zrobić jakiejkolwiek książce. I w sumie to jeszcze ciekawiej by było, gdyby czymś wnętrze wyłożyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, słuszna idea :) Kawałkiem tkaniny choćby. Nie byłoby poszarpanych brzegów i byłoby tak... klimatyczniej ;)

      Usuń
  12. no no ciekawe! bardzo pomysłowe no i fajnie wykonane:)
    zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja się głupia mordowałam ze sklejaniem każdej strony po kolei... (i wyszło nierówno oczywiście) Tyle że nie mam schowka, a kopertówkę z Encyklopedii Gutenberga z początku lat dziewięćdziesiątych. :D Teraz będę mądrzejsza i przy wykonywaniu skrytki dla Taty nie będę się tak bawić (tak, mamy jeszcze z dwadzieścia tomów tego barachła).

    OdpowiedzUsuń
  14. Ueehh. Ja tam rozumem tych co piszą ,,jak można tak niszczyć książki?!'' bo sama ta myślę chociaz nie wiem za bardzo czemu ;_; Po prostu jakoś smutno mi jest patrzeć jak ktoś tnie tą książkę i potem wywala gdzieś te kartki i sobie robi z tego schowek, znaczy wiem że niby to dla tej książki drugie życie czy cośtam że nie będzie zapomniana, ale i tak jakoś przykro mi że ktoś to pisał dla innych i ktoś to drukował to czytania a potem ktoś to kupił i nową książkę tak tnie wiem że to może nie takie złe ale jednak dla mnie trochę głupie

    OdpowiedzUsuń
  15. A Zmierzchu też żal?

    Dzięki za pomysł, na pewno zrobię coś takiego ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Jest też taki patent, że zamiast zgiętych karteczek pomiędzy kartki się wkłada koszulkę foliową albo dwie, jeżeli format książki jest większy. Nie powstaną wtedy zagięcia na pewno, a koszulka zdaje się izolować dobrze: jedyny minus to to, że jest mniejsza wentylacja i pewnie klej będzie dłużej zasychał (właśnie ukończyłem i odstawiłem knigę, czekam aż załapie te minimum 24h o których pisałaś).

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...