piątek, 26 kwietnia 2013

Kinesiotaping za smoka. I bannerek.

Jedna z dziwniejszych, ale fajniejszych wymian jakich w ostatnim czasie dokonałam ;) na moim ukochanym gumtree znalazłam przesympatyczną Anię, studentkę fizjoterapii, która zrobiła mi kinesiotaping (metoda rehabilitacji polegająca na naklejaniu specjalnych taśm) w zamian za figurkę smoka wiślackiego - jest wielką fanką Wisły ;)

Przy okazji okazało się, że nie rozróżniam Wisły od Cracovii i oficjalnie z Połówkiem ustaliliśmy, że "A to nie to samo?" to całkiem niezłe ostatnie słowa.





W rzeczywistości smok jest nieco bardziej zielony, aparat mi zeżarł kolory trochę, a nie miałam cierpliwości i modela pod ręką, żeby poprawiać ;)


Nie wszystkie taśmy są widoczne, jedna przechodzi jeszcze z tyłu. Dostałam też taping relaksacyjny na mięśnie karku który był ŚWIETNY, ale zdjęcia własnego karku wyszły mi pożalsięborze, więc zostaje to. ;)



I jeszcze banner dla Mamiczki z bloga "Czym zająć malucha".

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Jak zrobić kolczyki z plastikowych opakowań - DIY.



Plastik termokurczliwy - to brzmi dumnie.

Pojemnik po pączkach - już mniej.

Ale od jakiegoś czasu to jedna z moich ulubionych technik, bo mogę sobie narysować cokolwiek, a później zrobić w tym dziurkę, i mam kolczyki/bransoletkę/breloczek ;)

Brałam udział w konkursie Dremela, a Panda pomógł mi z nakręceniem i poskładaniem filmu, więc rzadki rare - videotutorial, to się już pewnie więcej nie zdarzy (; w roli głównej - Rynn Mówi Dużo Za Szybko Żeby Się Wyrobić.

Niestety filmik mógł mieć tylko pięć minut, więc nie załapało się podmalowywanie akrylami czy wyjaśnienie, że ten plastik jest zupełnie nieszkodliwy, nie wydziela żadnych toksycznych substancji, i że nie należy używać żadnego innego :)


Enjoy!

niedziela, 21 kwietnia 2013

Mizofonia


"Mizofonia (z gr. misos - nienawiść, phone - dźwięk), inaczej SSSS (Selective Sound Sensitivity Syndrome) jest jednym z rodzajów nadwrażliwości na dźwięki. Chory na mizofonię doznaje silnie negatywnej emocjonalnej reakcji w odpowiedzi na określone odgłosy, szczególnie te wydawane przez innych ludzi, jak np.: głośny oddech, chrapanie, mlaskanie, pociąganie nosem, chrząkanie itp. Reakcję tę opisuje się często jako niemożliwą do opanowania mieszaninę złości i lęku, połączoną z psychicznymi i somatycznymi objawami reakcji walki i ucieczki. Osoba z mizofonią może nie tolerować różnej ilości dźwięków, przy czym najtrudniejsze do zniesienia są z reguły odgłosy wydawane przez najbliższych"


http://pl.wikipedia.org/wiki/Mizofonia


Długo się zbierałam do narysowania tego Słowa. Bo wiem, że nie jestem jedyną, której to przeszkadza w życiu i w relacjach z ludźmi.

Mój mężczyzna wścieka się już, jak któryś raz słyszy "nie ciamkaj, nie mlaszcz, nie przełykaj tak głośno". Nie zliczę, ile kłótni o to było.

Ale nie da się wyjaśnić, jak wielki wstręt i nienawiść budzą te dźwięki i sama osoba je wydająca. Masz ochotę wybić zęby komuś, kto notorycznie mlaszcze i ciamka obok Ciebie, wsadzić mu to jedzenie głęboko w gardło żeby się udławił, rzucić tym cholernym kubkiem o ścianę. A później sam czy sama boisz się tych myśli.

Dla zainteresowanych, garść informacji:

Choroba, w którą trudno uwierzyć.

http://wyborcza.pl/1,75400,10241921,Mizofonia__gdy_pyszny_rodzinny_obiad_jest_tortura.html

http://mizofonia.info/index.php/14-nauka/12-mechanizmy-mizofonii-autonomiczny-uklad-nerwowy-oraz-uklad-limbiczny

https://www.facebook.com/pages/Mizofonia/359960790745130?fref=ts facebookowa społeczność.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Gdy wszystko inne zawiedzie - uśmiechaj się.

...bo wtedy ludzie nie wiedzą, o czym naprawdę myślisz, czują się nieswojo, i usiłują coś z tym zrobić.

Z całkiem dobrym nastawieniem poszłam wczoraj na wizytę do chirurga, dowiedzieć się, kiedy wyciągną mi złom z ręki. Okazało się, że mój dr. Guzik już nie przyjmuje w przychodni, więc oglądał mnie ktoś inny. Już to mnie lekko zirytowało. Ale nic. Idę, chłop mnie pyta "z czym przychodzę". Ma moją kartę przed sobą, na ekranie zdjęcie mojej łapy, i pyta mnie z czym przychodzę. Nie wiem, może z dziką ochotą na powiększony McZestaw, niech on mi powie.

Ale dalej usiłuję być miła. Wyjaśniam. Pan kiwa głową. Pan ma w dupie co jest napisane w karcie. PIELĘGNIARKA która mnie kojarzy z operacji pyta, jak tam mój nerw - oznajmiam, że do bani, od dwóch miesięcy brak poprawy, dalej brak czucia. Pan Lekarz nagle się zainteresował o jaki nerw chodzi, miło. Od słowa do słowa, zostałam wpisana na listę oczekujących na operację.

Miejsce 145.

Ale wciąż jestem spokojna.

Pytam więc, kiedy mogę się spodziewać, że to 145 miejsce nastąpi i będę operowana.

Lekarz nie wie.

Pytam miło, czy może to będzie miesiąc, czy pół roku, czy cztery lata.

Lekarz nie wie.

Mniej miło pytam, czy może jego doświadczenie pozwala mu chociaż oszacować.

W odpowiedzi słyszę, cytuję, "wróżka przyjmuje gdzie indziej".

Wewnętrznie szlag mnie trafia, ale pan jest starszy, do gardła mu nie skoczę. Więc milczę. I się uśmiecham.

Lekarz zaczyna czuć się nieswojo. Lekarz patrzy na pielęgniarkę. Lekarz patrzy na mnie, wciąż się uśmiecham.

Lekarz poddenerwowany oznajmia, że co on ma zrobić, że oni tu mają stały ostry dyżur, że jedno łóżko, że planowanie robią 3-4 operacje dziennie, odliczyć weekendy i wolne.

Prosta matematyka mówi mi więc, że operacji mogę się spodziewać za, pi razy oko, 10 tygodni.

Dało się? Dało. Wróżka nie zarobi. Mógł tak od razu.


Co nie zmienia faktu, że tydzień leżenia w szpitalu nauczył mnie pewnych tajnych przejść, więc windą z ostrego dyżuru chytrze przemykam na oddział ortopedyczny, wślizguję się do dyżurki lekarzy gdzie odnajduję mojego, kompetentnego chirurga, dostaję skierowanie na diagnostykę przewodnictwa nerwu, zalecenia dotyczące rehabilitacji, pogadankę o łucznictwie i kilka uspokajających słów na temat bólu i powrotu do zdrowia. Da się? Da się.

Jednak znajomości są najważniejsze, nawet, jeżeli to tylko znajomości wind.

Żeby nie było samego pierdzielenia, to trochę ostatnich bannerków i innych takich.






sobota, 13 kwietnia 2013

Flarghablargh


Kiedy kot najbardziej się chce przytulać? Jak się ma zapalenie spojówek i kocia sierść gdziekolwiek w okolicach twarzy to bardzo zły pomysł.

PS Kiedy okulista każe Ci wyrzucić wszystkie kosmetyki do oczu to zaczyna się człowiek zastanawiać, czy może jednak to zapalenie nie jest jednak takie złe.

W ogóle mam weekend użalania się nad sobą. Idę wpełznąć pod koc i umrzeć.

A tak naprawdę będę rysować ślimaki do gry. Już wkrótce na android markiecie!


piątek, 12 kwietnia 2013

Niemodne konie z grubymi łydkami

Haha, nie no, żartuję. Dziś neutralnie, bo konie na kisielowy challenge. Miały być stojący, wierzgający i w galopie. W ciągu tygodnia trochę usiłowałam ćwiczyć i ogarnąć końską anatomię, trochę mi w głowie pewnie z tego zostanie.





Od czegoś takiego zaczynam większość rysunków na kompie:


PS Macie kogoś w Krakowie, kto by mnie chciał wyleczyć z traumy galopowej? Będę musiała wrócić na konia jak mi wyciągną złom, a to, mam nadzieję, już niebawem...

wtorek, 9 kwietnia 2013

Podwójne standardy.

Mój poprzedni obrazek wzbudził wiele emocji, jest mi z tego powodu niezwykle bardzo.

Pozwolę sobie skomentować to kolejnym i oddalić się celem dalszego łechtania, łechtu łechtu.  


Edit: Crofe, dzięki za reklamę na prywatnym twitterze <3 Polecam się na przyszłość!

sobota, 6 kwietnia 2013

Weź to zdejm.

Chyba się zerzygam z żalu jak zobaczę kolejną kobietę z figurą gruszki w przykrótkiej baskince i przyciasnych legginsach które mało nie eksplodują na łydkach. Legginsy, oczywiście, obowiązkowo z błyszczącej skóry. Moda, alleluja i do przodu, azteckie wzory, sowy i panterki.


piątek, 5 kwietnia 2013

Milionowe hobby

Pracuję, studiuję, rysuję, gotuję, bloguję, ćwicz...uję? W sensie, dużo rzeczy robię, ale wcale mi to nie przeszkadza robić nowych. Pewnie, wydam trochę kasy na kolejne rzeczy do rękodzieła, nie mam ich gdzie trzymać, nie mam na to czasu, nieważne! Mam więcej powodów żeby chodzić do sklepów plastycznych i to się liczy! (szacunek dzieci plastycy)



Filcowanie jest fajne, czasochłonne, ale zaskakująco relaksujące jest dziabanie małych zwierzątek igłą kilkaset razy.

Ptasiek.




Kotki.



Zachowałam resztki rozumu i kupiłam tylko białą i czarną, podstawową wełnę. Kolorki są białą wełną zafarbowaną odrobinką tuszu lub akwarelki.

Już wiem, że wydam majątek na lepszą jakościowo wełnę merynosa, która nie będzie tak odstawać.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...