niedziela, 19 października 2014

Małe-duże radości łucznicze.

Uwaga: post zawiera lokowanie przechwał i samozadowolenia. I wcale się tego nie wstydzę - podobno jestem w stosunku do siebie bardzo krytyczna i ostro się oceniam. To fakt, że rzadko kiedy jestem z siebie zadowolona i stan ten trwa zazwyczaj dość krótko, bo przecież zawsze można było coś lepiej. Ale nie dziś.

Dzisiaj skończył się sezon Ligi Południe 2014, czyli cyklu turniejów łuczniczych rozgrywanych w południowej Polsce. O tym, że łucznictwo jest dla mnie bardzo ważne, chyba nie muszę mówić.

Dla przypomnienia, w styczniu, w podsumowaniu roku 2013, pisałam tak:

Moja forma łucznicza jest fatalna i nie mogę tego zrzucić na kontuzję i operacje, bo od sierpnia w zasadzie byłam już w stanie strzelać i nie poświęciłam temu tyle czasu, ile powinnam była. Nie osiągam już takich sukcesów łuczniczych które by mnie satysfakcjonowały i moje postępy uległy znacznemu spowolnieniu. Jest to dla mnie frustrujące i zniechęcające, potrzebuję sukcesów żeby moja motywacja wciąż była równie silna. Ale wiem, że jest to tylko i wyłącznie moja wina.  
Plany:

Łucznictwo. Mam nadzieję, że ten rok będzie dla mnie przełomowy, zamierzam poświęcić dużo energii i serca łucznictwu. W planach mam zwiększenie naciągu łuku i regularne treningi.


I udało się. Nie mogę uczciwie powiedzieć, że ćwiczyłam ciężko. Nie trenowałam bardzo regularnie, łokieć, chrupiąc, dawał mi się we znaki bardziej, niż chciałabym przyznać. Wróciłam jednak do swojego starego naciągu, 14kg. A przecież po złamaniu z wielkim bólem naciągałam 9kg, czyli łuk z naciągiem w zasadzie dziecięcym.

Z czego się więc tak cieszę? Z postępów. Liga Południe jest świetnym wyznacznikiem formy łuczniczej - konkurencje nie zmieniają się wiele, turniejów w całym cyklu jest 6, a liczą się 3 najlepsze wyniki, więc miarodajnie można ocenić swoje postępy w perspektywie całego roku, a nie tylko pojedynczego "wyszło-nie wyszło".

Dla porównania: na mojej pierwszej lidze, na którą pojechałam mając raptem kilka razy łuk w ręku, zajęłam 77 miejsce na 87 łuczników. Nie był to imponujący wynik, umówmy się ;) a i tak się cieszyłam, że nie jestem ostatnia.

Na drugiej zajęłam 38 miejsce na 164 łuczników (widać, jak się Liga rozrosła!) - to już był dla mnie bardzo dobry wynik, byłam z siebie zadowolona.

Edycja trzecia to ten sezon, kiedy byłam połamana. Jakoś udało mi się wziąć udział w 3 turniejach, zajęłam miejsce 39 na 158 łuczników. Byłam z siebie bardzo niezadowolona, ale uświadomiono mi, że przecież biorąc pod uwagę, że łokieć miałam w drzazgach przez pół roku, to utrzymanie się na prawie tej samej pozycji, w trakcie kiedy cała reszta bardziej lub mniej ostro trenowała, to też jest osiągnięcie.

W tym sezonie natomiast jeździłam już z moim łukiem, byłam na 4 turniejach z 6 (co pozwoliło mi odrzucić najsłabsze wyniki), i z dumą oznajmiam, że zajęłam w generalnej klasyfikacji indywidualnej miejsce 19~

Co oznacza, że podskoczyłam w rankingu o 20 miejsc :) jestem również trzecia wśród kobiet, co nie jest aż tak dużym osiągnięciem, bo kobiet nie ma tak wiele, ale za to jak dumnie brzmi ;))

Nasz klub w klasyfikacji drużynowej zajął 4 miejsce, co jest najlepszym wynikiem od początku Ligi. A warto dodać, że byliśmy osłabieni, bo zazwyczaj w drużynie występują 4 osoby i pod uwagę bierze się trzy najlepsze wyniki. My, niestety, jeździliśmy w osłabionym, trzyosobowym składzie, przez większość turniejów.

Jestem z siebie bardzo, bardzo zadowolona, pierwsza 20 to wielki sukces. W czołówce robi się już niestety ciasno, więc w przyszłym roku mam nadzieję załapać się na pierwszą 15 :) co jest zadaniem dość ambitnym.

Szykuję się również do zmiany łuku, spróbuję prawdopodobnie z 16kg Bearpawem Easy Stick. To specyficzny łuk, ale mam nadzieję, że się polubimy. Jeżeli nie, to zawsze mogę wrócić z podkulonym ogonem do Krzysztofa Riebandta ;)

No, to tyle! Dodam jeszcze, że mam piękne strzały, i jak to z pięknymi rzeczami bywa - niszczą się jak złoto. Z 15 zostało mi już 11. W cztery treningi. Jedną z nich straciłam dziś, bo Odo tak biegł do tarczy żeby się powydurniać ze mną, że w moją strzałę, wbitą w ziemię, zahaczył sznurówką i poszłaaaa. Ugh.

No. To by było na tyle. To teraz trochę zdjęć!

A, na moim Instagramie znajdziecie krótki filmik z jednej z zabawniejszych konkurencji ;) www.instagram.com/bzdurynn

Małe łucznicze smutki.

Najgorsza konkurencja ever, straciłam tu tyle punktów, że aż mi smutno jak patrzę na to zdjęcie.

Maciek mi dał! Pyszne było. I piękne strzały w tle, nie moje, ale też od Simonsena :)

Poważny cykl turniejowy, poważna ambona Głosiciela Wyników.
Kiedyś! 

14 komentarzy:

  1. Podziwiam! Ja z łuku strzelam tylko w wyobraźni, a i tak krzywo ;p Gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Woow, strzelałam z łuku kilka razy w życiu, ale to był taki, ze tak powiem, nieprofesjonalny łuk, tarcza stała blisko, a ja i tak nie umiałam trafić x) Podziwiam i gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze, gratulacje! I życzę więcej takich sukcesów. Łucznictwo mnie fascynuje, a pierwszy raz z takim zawodowo - do trenowania, miałam styczność dopiero w liceum, gdzie wisiał plakat zachęcający do wstąpienia do drużyny. Tak się zastanawiam w sumie, czemu się nie zapisałam, ale jednak mój okres liceum nie był ulubionym w moim życiu.
    Na Instagramie byłam, widziałam. Obracanie się przed strzałem. Nie wiem czemu kojarzy mi się z weselną zabawa, kiedy ktoś stał z miotłą ustawiona pionowo i opartą o podłogę, następnie opierał na czubku ręce, na niej czoło, miał się kręcić jakiś czas dookoła miotły, a potem dopiero mógł gnać do kieliszka ustawionego po drugiej stronie sali. Zdawać by się mogło banał, ale w momencie oderwania się od miotły i biegu do kieliszka, zawodnik niestety lądował na podłodze, znosiło go gdzieś na bok na ścianę, gości, tak jakby ktoś podłogę przekrzywił. Chyba nikomu się nie udało dostać do tego kieliszka xD To było takie dziwne.
    Ambona taka profesjonalna!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szacun. Przeraża mnie wracanie do formy po kontuzji. Wystarczająco męczące jest odzyskiwanie dawnej sprawności po zwykłej przerwie spowodowanej tak zwanym życiem albo po prostu lenistwem. Po takim urazie pewnie strasznie bym się bała, że coś sobie popsuję, nadwyrężę itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Widzisz, ja chyba byłam tak zła na swoje ciało, że nie daje rady, że się buntuje, i na tę ogólną niesprawiedliwość, że po takim głupim upadku się połamałam, że chyba trochę się usiłowałam za to wszystko ukarać. I w związku z tym ćwiczyłam nawet więcej, niż powinnam, czy lekarze pozwalali. Ale jednak trochę tam na siebie uważałam - jak mnie bardzo bolało, to dawałam sobie na wstrzymanie. Koniec końców, prawdopodobnie wyszło mi to na dobre i przyspieszyło rehabilitację.

      Usuń
  5. Z jakiego sklepu łuczniczego korzystasz?
    Swoją drogą chciałam Ci Rynn bardzo podziękować, bo zaraziłaś mnie swoją pasją do strzelania i w wakacje nabyłam swój pierwszy łuk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, bardzo się cieszę! Z czego strzelasz? :) Nie korzystam z żadnego konkretnego sklepu - komponenty do strzał zamawiam w jednym, następnie same strzały robi mi zaprzyjaźniony łucznik. Łuk zamawiałam dotychczas jeden, u prywatnego, małego rzemieślnika, drugi będę zamawiała u Piotra Goneta, dystrybutora marki mojego przyszłego łuku. Skórzane akcesoria jak karwasz czy łuk robił mi Panda, rękawicę mam z Decathlonu.

      Usuń
  6. Łał! Gratuluję takiego postępu! I podziwiam za pasję! Nie spodziewałam się, że łucznictwo jest takie popularne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże, mój przyjaciel zesikałby się ze szczęścia, jakby mu ktoś takiego dzika sprezentował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czemu?

      Tego konkretnego dzika akurat się w prezencie nie dostaje, trzeba go sobie krwią, potem i łzami wywalczyć ;))

      Usuń
  8. Bardzo ładna pozycja łucznicza :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rok temu marzyłam o tym, by strzelać z łuku. Nie udało mi sie znaleźć żadnych zajęć ani kursów. Jestem załamana bo to coś,czego muszę się nauczyć:( Jak widze Ciebie jestem pełna zazdrości i podziwu jednocześnie. Jesteś niesamowita i robisz piękne stroje(zajmuje sie cosplayem). Po prostu cudowne. Widziałam w sklepie łuk ale kosztował 400 zł i szkoda było mi wydać pieniądze na coś,co może się nie przydać,nie udać.

    Świetny blog,obserwuję.
    www.japonskiwachlarz.blogspot.com Pozdrawiam
    Reyline Hayashi

    OdpowiedzUsuń
  10. Rynn, nie chcesz może napisać jakiejś większej notki odnośnie strzelania? Sama zabieram się do nauki strzelania z łuku i miło byłoby przeczytać Twoje spostrzeżenia ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Najlepiej wejdź na bloga www.lucznictwotradycyjne.blogspot.com - napisał go mój eks, który nauczył mnie podstaw i mądrze pisze na ten temat :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...